Realne potrzeby: AGRO
Biodegradowalne folie do mulczowania, zapinki, taśmy, sznurki i siatki mogą być stosowane przez cały sezon uprawowy bez utraty ich funkcjonalności […]

Pytanie, które zadajemy sobie w Biopolimer.pl przy każdym nowym materiale: czy to działa w realnym systemie, w którym rolnik musi się rozliczyć z czasu, kosztów i plonu — a nie tylko w teorii biodegradacji na papierze?
Zapytałyśmy o to wprost Tomka, rolnika spod Ustrzyk, który folię biodegradowalną do mulczowania stosuje już od kilku sezonów na uprawie cukinii i dyni, na łącznej powierzchni sześciu hektarów.
— Koszty i czas pochłonięty na zbiór — odpowiada Tomek bez wahania, pytany o powód przejścia z folii tradycyjnej na biodegradowalną.
Mechanizm jest prosty. Przy tradycyjnej folii PE po zakończeniu uprawy trzeba ją fizycznie zdjąć z pola — najlepiej na sucho, bo mokra źle się oddziela od gleby. Problem w tym, że ten moment zbioru nakłada się z innymi pracami sezonowymi. U Tomka cukinia i dynia są sadzone z dwutygodniowym przesunięciem właśnie po to, żeby zbiory się nie nakładały — nie ma buforu ludzi ani czasu na dodatkowy etap zdejmowania folii.
Rachunek, który podaje wprost: zbiór tradycyjnej folii z trzech hektarów to u niego około trzech dni pracy dwóch osób. Przy stawce rzędu 20 zł/h wychodzi to około 1200 złotych — wyłącznie robocizna, bez uwzględnienia różnicy w cenie samej folii. Przy folii biodegradowalnej ten etap znika z kalendarza: po zbiorze uprawy wjeżdża talerzówka, potem orka, i tyle.
Częsty argument przeciw foliom biodegradowalnym to rzekoma konieczność innego sprzętu lub innej technologii układania. Tomek temu zaprzecza wprost:
— Przy rozkładaniu nie robię żadnych różnic.
Ten sam rozkładacz, ten sam siewnik punktowy z systemem “kubełkowym” (przebicie folii, wysiew ziarna, docisk gleby po bokach), bez przezbrajania maszyny. Jedyna zmiana, jaką wprowadził w tym sezonie, to zagęszczenie rozstawu roślin z 66 do 50 cm — decyzja podjęta niezależnie od rodzaju folii, żeby skompensować naturalny odsetek nasion, które nie trafiają do otworu przy siewie (obecnie rzędu 1 na 20–50, wcześniej nawet 1 na 3 przy starszym, mechanicznym siewniku).
Zapytane o różnice w zachowaniu materiału pod wpływem warunków atmosferycznych, gospodarstwo zwraca uwagę na jedną praktyczną obserwację: przy silnym wietrze tradycyjna folia PE, jeśli straci przyczepność do gleby, potrafi zostać zerwana w całości. Folia biodegradowalna w tych samych warunkach raczej pęka lokalnie — traci fragment, nie całą płachtę. To różnica, która przekłada się bezpośrednio na ilość materiału pozostającego luzem na polach i miedzach po sezonie.
To pytanie wróciło do nas z zewnątrz — od osoby zajmującej się permakulturą, zaniepokojonej, czy folia zwiększa ryzyko chorób grzybowych przez ograniczenie naturalnego wchłaniania wilgoci przez glebę.
Odpowiedź Tomka jest jednoznaczna i dotyczy raczej agrotechniki niż samego materiału: kluczowe jest ukształtowanie kopca pod folią tak, żeby woda spływała, a nie zbierała się na powierzchni. Największym realnym problemem opisywanym w gospodarstwie jest nadmiar wilgoci na brzegach zagonów, gdzie — niezależnie od rodzaju folii — rozwijają się grzyby najszybciej, właśnie tam, gdzie wody jest najwięcej. To wyzwanie agrotechniczne wspólne dla obu typów folii, nie efekt uboczny biodegradowalności materiału.
Warto dodać kontekst: gospodarstwo w ogóle nie stosuje oprysków fungicydowych na cukinii ani dyni, opierając ochronę wyłącznie na oborniku — a mimo to, jak podkreśla Tomek, to właśnie te partie plonu bywają wybierane przez odbiorców jako “czyste”, gdy na chłodni pojawiają się problemy z innymi dostawami.
Na pytanie o pozostałości folii po zakończeniu uprawy, odpowiedź jest konkretna: małe, śladowe ilości, głównie na końcach zagonów, gdzie fragmenty folii bywają wyciągane z ziemi razem z korzeniami podczas prac siewnych. Reszta materiału trafia do gleby razem z resztkami pożniwnymi podczas talerzowania i orki wykonywanych bezpośrednio po zbiorze.
Dla porównania: tradycyjna folia PE, według relacji z gospodarstwa, nie znika z pola w praktyce w całości — jej fragmenty rozwiewane są po miedzach, a lokalny samorząd od pewnego czasu nie prowadzi już odbioru zużytej folii rolniczej, co skłania część gospodarstw do spalania odpadu na miejscu.
Ten materiał nie jest laboratoryjnym testem biodegradacji w kontrolowanych warunkach — to relacja z gospodarstwa, które od kilku sezonów rozlicza tę technologię z codziennej logistyki: robocizny, sprzętu, pogody i tego, co faktycznie odbiorca widzi na chłodni. Właśnie taki test — czy coś działa w realnym systemie end-of-life, a nie tylko na etykiecie — jest dla nas w Biopolimer.pl punktem odniesienia.
Gospodarstwo patrzy już dalej: złożony został wniosek o dofinansowanie projektu badawczego dotyczącego biodegradowalnych linii kroplujących do nawadniania — z założenia mających rozkładać się w określonym czasie, bez konieczności wyciągania z gleby. To rozwiązanie wciąż wymaga weryfikacji w terenie, ale kierunek myślenia jest ten sam: mniej etapów pracy, mniej odpadu zostającego na polu.
Biodegradowalne folie do mulczowania, zapinki, taśmy, sznurki i siatki mogą być stosowane przez cały sezon uprawowy bez utraty ich funkcjonalności […]
W dniach 8-10 kwietnia 2025 Biopolimer.pl będzie jednym z wystawców Międzynarodowych Targów Techniki Pakowania i Opakowań Warsaw Pack.
Zapraszamy do odwiedzenia naszego stoiska: F5.19A, hala F